Cecylia
Po chwili CC odsunęła się od gitarzysty ze zmieszaną miną. No brawo, pogratulowała sobie z sarkazmem w myślach. Alek wyglądał na zaskoczonego, ale raczej pozytywnie. CC odwróciła wzrok, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu. Oboje stali tak chwilę, ale zdawało się jakby unikali swoich spojrzeń przez kilka dobrych godzin. W końcu CC odezwała się pierwsza:
-Może powinniśmy o tym zapom …
-NIE – przerwał jej Alek ostrym tonem, westchnął ciężko i powiedział już łagodniejszym – Tym razem nie pozwolę Ci tego powiedzieć. Tym razem nie zapomnimy o tym. Tym razem widzę, że … coś do mnie czujesz.
CC otworzyła usta ze zdziwienia i uniosła brwi. Po chwili uświadomiła sobie jak głupio może wyglądać, więc szybko zamknęła usta i prychnęła.
-Co proszę?!
-CC daj spokój. Widziałaś co tu się stało. I czy mam Ci przypomnieć, że to TY mnie pocałowałaś? – Alek uśmiechnął się z zadowoleniem, bo wiedział, że na to CC nie znajdzie argumentu. I miał rację. Ale dziewczyna nie zamierzała tak po prostu odpuścić.
-Bez przesady, no chyba nie będziemy się teraz tym przejmować , prawda? Zrobiłam to, bo nie chciałeś przestać gadać.
-Nie wymyśliłaś lepszej wymówki?
-Ej! – CC odsunęła się o krok i poprawiła torbę na ramieniu.
Nawet się nad tym nie zastanowiła. Pocałowała Alka pod wpływem chwili, impulsu. To się po prostu stało. A teraz dziewczyna była zdezorientowana. Bo nie wiedziała, czy woli o tym zapomnieć, czy może wręcz przeciwnie…
-Teraz to już musimy porozmawiać – stwierdził Alek. CC odwróciła wymownie wzrok, ale wiedziała, że gitarzysta ma rację.
-Chyba masz rację – mruknęła cicho i westchnęła.
-Chodźmy do domu, nie będziemy o tym rozmawiać na środku chodnika- zaproponował Alek, a CC tylko pokiwała głową i razem ruszyli w stronę Domu Pracy Twórczej. Szli w milczeniu, co na dłuższą metę zaczęło irytować dziewczynę, ale nie zamierzała się odezwać pierwsza. Na szczęście do domu doszli całkiem szybko, więc CC nie musiała się już przejmować niezręczną ciszą. Jak właściwie miałaby w końcu wyglądać ta ich poważna rozmowa? CC umiała być poważna, kiedy była taka potrzeba, ale to była zupełnie inna sytuacja. Taka, z jaką dziewczyna jeszcze nigdy się nie zetknęła. Z salonu dobiegały głosy i śmiechy chłopaków, ale CC i Alek minęli pokój szybko i cicho. Weszli po schodach i stanęli.
-Dobra…to może chodź do mnie, chyba, że lepiej się będziesz czuła u siebie…
-Najlepiej bym się czuła, nie musząc o tym w ogóle rozmawiać – wtrąciła CC i oparła się o mahoniową, balustradę schodów.
-Wiesz, może nawet jakoś by się dało ominąć tą rozmowę, gdybyś mnie nie pocałowała.
-Chcesz mi to teraz wypominać? – CC spojrzała na gitarzystę z wyrzutem. Alek westchnął ciężko.
-Nie, nie chcę. Ale o tym głównie musimy porozmawiać, więc … posłuchaj naprawdę nie chcę się kłócić, ani wymuszać tej rozmowy. Ale chyba sama widzisz, że jest ona nie do uniknięcia.
CC zaczęła nerwowo szarpać rzemyki na swoim nadgarstku, a gitarzysta patrzył na nią wyczekująco.
-No dobra, może i masz rację – powiedziała w końcu dziewczyna- Więc…jak Ci to nie przeszkadza to możemy iść do mojego pokoju.
-Pewnie, chodź – zgodził się i poszedł za CC, a wchodząc do jej pokoju ,zamknął za sobą drzwi. Cecylia usiadła na łóżku, odsuwając na bok swoją gitarę, a Alek zajął miejsce w fotelu. I znowu nastała krępująca cisza. Dziewczyna miała nadzieję, że gitarzysta odezwie się pierwszy, w końcu to jemu najbardziej zależało na rozmowie, jednak Alek siedział cicho, wpatrzony w podłogę, wyglądał na… zamyślonego? Zmartwionego?
CC w końcu się zdenerwowała i odezwała pierwsza.
-To… jak w końcu będzie?
-Sam nie wiem.
-Wiesz, szczerze mówiąc… ja jestem w szoku, znamy się od niedawna, a to wszystko dzieje się tak szybko…
-Taak…
-Tylko tyle powiesz?
-No przepraszam, ale ja naprawdę nie wiem jak to wszystko wyjaśnić.
-Więc ja Ci coś powiem, nie wierzę w coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia.
Alek spuścił wzrok, a CC zawahała się. Może nie powinna tego mówić? Teraz pomyślała, że czasem mogłaby siedzieć cicho. CICHO. Cisza w pokoju stała się niemal namacalna, co bardzo krępowało dziewczynę.
-Może… sama nie wiem… może na razie po prostu nie roztrząsajmy tego, może zobaczmy jak to wszystko się dalej potoczy…
-Czyli co proponujesz? – spytał gitarzysta, unosząc głowę.
-Bądźmy przyjaciółmi. Przynajmniej na razie.
***
Alek nie wierzył własnym uszom. Po dwóch pocałunkach, ona mówi mu, żeby się przyjaźnili? To było co najmniej… nawet nie umiał tego określić. Prawda, może i to było dziwne bo znali się zaledwie parę dni, ale on od samego początku czuł, że CC nie jest kolejną fanką, że jest inna, i miał wrażenie, że tylko on dostrzega tą jej niezwykłość. Czy to było coś w rodzaju znaku? To spotkanie w sklepie Seby? Może mieli się spotkać? Może właśnie tak miało być? A może to był najzwyklejszy przypadek?
Gitarzysta poczuł, że głowa zaczyna go boleć od natłoku myśli, i nawet nie zauważył, gdy powiedział:
-Nie ma sprawy.
I wyszedł, zamykając, za sobą drzwi. Idiota, pomyślał. Mógł powiedzieć i zrobić tak wiele, a on rzucił tylko: "nie ma sprawy" i wyszedł?! Alek miał wielka ochotę sam sobie przywalić, ale zamiast tego walnął pięścią w ścianę. Odwrócił się z powrotem w stronę drzwi do pokoju CC i położył dłoń na klamce.
***
CC miała ochotę się rozpłakać. Dramatyzujesz, powiedziała sobie w myślach, ale wiedziała, że tak ta rozmowa z muzykiem nie może się zakończyć, więc podeszła do drzwi i położyła rękę na klamce, ale zawahała się. Czy powinna? Chyba jednak nie, ale wtedy w dosłownie jedną sekundę podjęła inną decyzję, nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi. Jednak najwyraźniej w tym samym momencie ktoś po drugiej stronie również nacisnął klamkę, i pociągnął drzwi do siebie, CC niemal upadła, ale w ostatniej chwili Alek ją złapał.
-O… nic Ci nie jest? – spytał gitarzysta, patrząc na nią zaniepokojonym wzrokiem. CC pokręciła głową, a Alek pomógł jej stanąć na nogach.
-Nie, nic mi nie jest, żyje.
-Wiesz CC… ja chyba nie chciałem… tego tak skończyć. Czuję się dziwnie.
-Ty się czujesz dziwnie? To pomyśl jak ja się czuje... jesteś w końcu sławnym gitarzystą, ze znanego zespołu…
Alek spuścił wzrok, ale dziewczyna zauważyła, że się uśmiechnął.
-Słuchaj… wiem, że to wszystko dzieje się strasznie szybko, ale może jednak spróbujemy…
-Ale, że… być razem?- CC otworzyła szerzej oczy. I na chwilę zapomniała jak się oddycha. Jej idol właśnie proponował jej coś takiego, czego by się w życiu nie spodziewała. Dziewczyna poczuła, że się rumieni, ale odetchnęła z ulgą, ponieważ była tak blada, że rumieńce rzadko było widać na jej policzkach. Było to dziwne, ale przydatne.
-No… może wyjdziemy gdzieś razem jutro? – zaproponował Alek, uśmiechając się naprawdę szczerze.
-Pewnie. To dobry pomysł – odparła CC i też się uśmiechnęła. Bo to naprawdę był dobry pomysł.
Cat
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak to teraz będzie. Znowu CC bo tylko ona zdołała coś napisać. Niby są wakacje, ale od problemów nie da się zrobić wakacji. Będziecie się cieszyć, bo większość z was lubi CC. Ogółem przepraszamy za totalne zaniedbanie bloga.
Aktualności
Aktualności 24.10. 2013
KIEDYŚ WRÓCIMY
KOCHAMY WAS
♡
wtorek, 2 lipca 2013
sobota, 15 czerwca 2013
Rozdział 32
Rozalia
Następnego dnia, z błogiego snu Rozalię wyrwał dzwonek do drzwi. Dziewczyna poderwała się gwałtownie i oparła na łokciach. Kręciło jej się w głowie i miała jakieś dziwne przeczucie, że znowu śnił jej się koszmar z oślepiająco niebieską wodą w roli głównej.
Przeczesała dłonią niesforne włosy i spojrzała na zegarek w kształcie serca, który stał na szafce nocnej.
-Piętnasta?! – Rose, skołowana, krzyknęła sama do siebie.
Jak to możliwe, że spała tyle czasu? Co prawda była zmęczona, ale żeby aż tak?
Dzwonek do drzwi znowu się rozległ, a Rose uświadomiła sobie, że samochód z rzeczami Elizy miał przyjechać właśnie o tej godzinie. Dziewczyna zwlokła się z łóżka, przebrała się w jakieś pierwsze lepsze spodnie, które znalazła na dnie szafy i zbiegła na dół. Dotarła do żłobionych, drewnianych drzwi frontowych i otworzyła je zamaszystym ruchem.
-Dzień dobry, tutaj była zamawiana dostawa, tak? – Przywitał się mężczyzna po trzydziestce, który chyba już dawno nie golił sobie brody.
-No, tak – Odparła Rozalia, trochę za nieśmiałym tonem, jak na nią.
-Prosiłbym tutaj o podpisanie. – Facet podał Rose jakąś kartkę i ruszył w kierunku samochodu, przy którym czekali na niego współpracownicy.
Dziewczyna posłusznie podpisała papier, z trudem powstrzymując chęć kazania tym gościom wyrzucić wszystkie rzeczy jej ciotki do najbliższej rzeki. Ale musiała wymyślić jakiś efektywniejszy plan pozbycia się Elizy.
Mężczyźni zaczęli wnosić pudła przeróżnych kształtów do przedpokoju, a Rose, korzystając z chwili czasu, pobiegła do łazienki na piętrze.
Słońce wpadało do środka przez małe okienko, znajdujące się obok wielkiej, eleganckiej wanny z pozłacanymi elementami. Naprzeciwko stał dopasowany do niej prysznic, a przy nim kremowy blat, na którym cały czas paliły się jasnofioletowe świeczki o zapachu lawendy. Dziewczyna weszła pod prysznic i włączyła letnią wodę. Strumienie wody padały na jej ciało, sprawiając wrażenie, jakby ktoś ją masował. Rose naprawdę potrzebowała takiego orzeźwienia.
Po osuszeniu się i ubraniu na nowo, Rozalia zawinęła sobie na włosach ręcznik w turban, opuściła seledynową deskę muszli klozetowej i usiadła na niej. Musiała sobie wszystko poukładać, a to nie jej wina, że akurat w łazience myślało się jej najlepiej. Zawsze się tu zamykała, kiedy chciała się nad czymś zastanowić.
Więc tak, po pierwsze nie ma już rodziców. W sumie to można powiedzieć, że jest sierotą. Na tę myśli w oczach Rose stanęły łzy. Może i nie była nigdy blisko z rodzicami, ale zawsze miała świadomość, że gdzieś tam są i na pewno ją kochają. A teraz tak naprawdę nie został jej już nikt. No oprócz Basi, ale od dzisiaj już nawet jej nie będzie na zawołanie.
Rozalia wyprostowała się gwałtownie i wzięła głęboki wdech. Znowu się nad sobą użala, a wcale nie po to tutaj przyszła. Musi być silna! Z jakiej racji ma pozwolić Elizie na wyrzucenie Basi tylko dlatego, że ‘działa jej na nerwy’?! Nie ma mowy. Rose na pewno tak łatwo się jej nie da.
Nagle w głowie Rozalii zapaliło się światełko. Właściwie, to chyba najlepszym sposobem na pozbycie się ciotki byłoby wkurzanie jej dosłownie na każdym kroku. Może w końcu nie wytrzyma i wyniesie się stąd, pozostawiając Rose pod opieką Basi? Ten plan wydał się dziewczynie najbardziej realistyczny.
A teraz druga sprawa. Rozalia zdążyła już zupełnie zapomnieć, że przecież musi chodzić do szkoły. Ostatnie wydarzenia chyba automatycznie wypchnęły z jej głowy myśli o tym miejscu.
Dziewczyna nigdy nie lubiła swojej szkoły. Trochę z powodu całego mnóstwa głupich dzieciaków rojących się dookoła i podlizujących się Rose tylko z powodu tego, że ma kasę… a trochę dlatego, że na prawie wszystkich zajęciach musiała tańczyć. Musiała otwierać się przed innymi, a po prostu nie potrafiła tego zrobić. Do wczoraj, nawet przed sobą nie umiała przyznać się do tego, co czuje naprawdę. Ale kiedy usłyszała pierwsze dźwięki muzyki i zaczęła wyrażać je poprzez taniec, nie mogła się już powstrzymać. To było coś niesamowitego. Chociaż na te parę minut mogła wyrwać się z tego świata i przenieść do zupełnie innego… magicznego. Może jednak taniec nie jest aż tak zły, jak jej się wydawał?
No i jeszcze jedno. Co z Grześkiem? To, że straciła rodziców nie oznacza od razu, że nie może kontynuować swojego planu. A zaszła już za daleko, by teraz się poddać. Perkusista jest nią wyraźnie oczarowany i raczej nie powinien wypominać jej tego, że nie odezwała się do niego po wyjściu z Domu Pracy Twórczej. Rose musi się z nim gdzieś koniecznie umówić i to jak najszybciej. Co prawda, spotkania z Grześkiem wymagały u niej pewnego poświęcenia, bo już powoli zaczynał ją męczyć ten stan ‘ogłupienia’, w który wpadał muzyk za każdym razem, kiedy z nią rozmawiał. Ale czego nie robi się dla sławy. Może już niedługo załatwi jej jakąś rolę w następnym teledysku Afromental? Albo zabierze ją na jakąś galę rozdania nagród?
Niespodziewanie, na myśl o Grześku, przed oczami Rozalii od razu stanęła twarz Wojtka. Kiedy byli razem w kuchni, Rose poczuła z nim jakąś niewyjaśnianą więź. Zachowywała się zupełnie, jak nie ona. Nie była wredna i złośliwa… Może była po prostu sobą? Ale to teraz nie ma najmniejszego znaczenia. Może i bardziej odpowiadałoby jej spełnianie swojej zachcianki przy wykorzystaniu Wojtka, a nie Grześka, ale musiałaby wszystko zaczynać od nowa. A to wymagałoby cierpliwości, której Rozalia nigdy nie posiadała. Poza tym wokalista ma chyba dziewczynę… jakąś Marikę, czy coś w tym stylu? Z resztą imię tej lali jest tutaj najmniej ważne. Rose musi po prostu zapomnieć o Wojtku, bo zaprzątanie sobie nim teraz myśli nie ma żadnego sensu.
***
Wojtek westchnął i przewrócił się na drugi bok. Cały dzisiejszy dzień prawie w ogóle nie wychodził z pokoju. Czuł się jakoś dziwnie nieswojo. Odwołał nawet spotkanie z Mariną, bo wiedział, że i tak nie będzie mógł się na niczym skupić. W głowie miał tylko wydarzenia z wczorajszego wieczora. To, jak Rozalia urzekła go swoim tańcem i to, jak się czuł, kiedy prawie pocałowali się w kuchni. Ale on jej w ogóle nie zna. Poza tym, kiedy zobaczył ją pierwszy raz, sprawiała raczej wrażenie rozpieszczonej nastolatki, która ma kupę kasy i nie wie co z nią zrobić. To samo mógł wywnioskować z opowieści Grześka, który codziennie mu je serwował. Rose najwyraźniej chciała się z nim ustawić, najprawdopodobniej z jakichś płytkich powodów. Tyle, że perkusista wydawał się być zaślepiony urokiem dziewczyny i od tygodnia chodził cały rozanielony, jakby nie mógł przestać o niej myśleć.
Wojtek nagle podniósł się i oparł plecami o ścianę. Przecież z nim dzieje się dokładnie to samo! Ale po co Rozalia miałaby rozkochać w sobie jeszcze drugiego członka zespołu? Chyba, że zrobiła to nieumyślnie… Wczoraj wcale nie zachowywała się tak, jakby usilnie próbowała zdobyć serce wokalisty. Wręcz przeciwnie. Nie wyglądała zbyt zachęcająco w zabłoconych spodniach i potarganych włosach. Ale z jakichś niewiadomych przyczyn, Wojtkowi wydało się to takie… prawdziwe. I to na tyle, że wczoraj dał się ponieść emocjom i prawie ją pocałował.
Wojtek wstał i przejechał sobie ręką po twarzy. Sam już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Ale chyba najlepiej będzie wrócić do punktu wyjścia i po prostu nic z tym nie robić. Odpuścić.
***
W Rozalię wstąpiła nagle wielka ochota, żeby się umalować, ubrać jakoś oszałamiająco i jak najszybciej umówić z Grześkiem. Pobiegła do swojego pokoju, chwyciła iPhona i zaczęła pisać.
Możemy spotkać się za jakąś godzinę w Domu Pracy Twórczej? Bardzo bym chciała, żebyś mnie tam w końcu oprowadził ;)
Po paru sekundach przyszła odpowiedź.
Ok, czekam :)
Rose uśmiechnęła się sama do siebie, usatysfakcjonowana tym, że znowu wszystko idzie po jej myśli i wróciła do łazienki.
Spojrzała w niewielkie lustro wiszące nad ozdobną umywalką. Widok nieco ją odstraszył, więc postanowiła jak najszybciej temu zaradzić. Podkrążone oczy choć trochę udało jej się zamaskować fluidem, a resztę twarzy pokryła jasnym pudrem. Na powiekach zrobiła delikatne kreski eyelinerem, co jeszcze bardziej powiększyło jej oczy, a nad nimi nałożyła liliowy cień. Następnie pomalowała i tak już długie rzęsy czarnym tuszem i posmarowała usta malinową pomadką od Diora. Zdjęła ręcznik z włosów i wysuszyła je suszarką, wcierając w nie co chwila jakieś substancje, które miały sprawić, że włosy będą się błyszczeć i lepiej układać. Rozczesała je i podpięła luźno przednie kosmyki. Spojrzała ponownie w lustro i tym razem Rose z czystym sumieniem mogła stwierdzić, że jest prawie gotowa na wyjście… potrzebowała jeszcze tylko jakiegoś olśniewającego ubrania i mogła ruszać. W podskokach dotarła do swojej ogromnej garderoby i wybrała kwiecistą sukienkę od Chloe i jasnobrązowe jazzówki. Stwierdziwszy, że jest już gotowa, zbiegła po szerokich schodach na dół i zatrzymała się nagle. W przedpokoju walały się chyba setki przeróżnych pudeł z rzeczami ciotki. Goście, którzy je wnosili najprawdopodobniej już sobie poszli, a to oznacza, że Rose została sama. A skoro w planach miała wkurzanie ciotki to… czemu by nie zacząć już teraz?
Następnego dnia, z błogiego snu Rozalię wyrwał dzwonek do drzwi. Dziewczyna poderwała się gwałtownie i oparła na łokciach. Kręciło jej się w głowie i miała jakieś dziwne przeczucie, że znowu śnił jej się koszmar z oślepiająco niebieską wodą w roli głównej.
Przeczesała dłonią niesforne włosy i spojrzała na zegarek w kształcie serca, który stał na szafce nocnej.
-Piętnasta?! – Rose, skołowana, krzyknęła sama do siebie.
Jak to możliwe, że spała tyle czasu? Co prawda była zmęczona, ale żeby aż tak?
Dzwonek do drzwi znowu się rozległ, a Rose uświadomiła sobie, że samochód z rzeczami Elizy miał przyjechać właśnie o tej godzinie. Dziewczyna zwlokła się z łóżka, przebrała się w jakieś pierwsze lepsze spodnie, które znalazła na dnie szafy i zbiegła na dół. Dotarła do żłobionych, drewnianych drzwi frontowych i otworzyła je zamaszystym ruchem.
-Dzień dobry, tutaj była zamawiana dostawa, tak? – Przywitał się mężczyzna po trzydziestce, który chyba już dawno nie golił sobie brody.
-No, tak – Odparła Rozalia, trochę za nieśmiałym tonem, jak na nią.
-Prosiłbym tutaj o podpisanie. – Facet podał Rose jakąś kartkę i ruszył w kierunku samochodu, przy którym czekali na niego współpracownicy.
Dziewczyna posłusznie podpisała papier, z trudem powstrzymując chęć kazania tym gościom wyrzucić wszystkie rzeczy jej ciotki do najbliższej rzeki. Ale musiała wymyślić jakiś efektywniejszy plan pozbycia się Elizy.
Mężczyźni zaczęli wnosić pudła przeróżnych kształtów do przedpokoju, a Rose, korzystając z chwili czasu, pobiegła do łazienki na piętrze.
Słońce wpadało do środka przez małe okienko, znajdujące się obok wielkiej, eleganckiej wanny z pozłacanymi elementami. Naprzeciwko stał dopasowany do niej prysznic, a przy nim kremowy blat, na którym cały czas paliły się jasnofioletowe świeczki o zapachu lawendy. Dziewczyna weszła pod prysznic i włączyła letnią wodę. Strumienie wody padały na jej ciało, sprawiając wrażenie, jakby ktoś ją masował. Rose naprawdę potrzebowała takiego orzeźwienia.
Po osuszeniu się i ubraniu na nowo, Rozalia zawinęła sobie na włosach ręcznik w turban, opuściła seledynową deskę muszli klozetowej i usiadła na niej. Musiała sobie wszystko poukładać, a to nie jej wina, że akurat w łazience myślało się jej najlepiej. Zawsze się tu zamykała, kiedy chciała się nad czymś zastanowić.
Więc tak, po pierwsze nie ma już rodziców. W sumie to można powiedzieć, że jest sierotą. Na tę myśli w oczach Rose stanęły łzy. Może i nie była nigdy blisko z rodzicami, ale zawsze miała świadomość, że gdzieś tam są i na pewno ją kochają. A teraz tak naprawdę nie został jej już nikt. No oprócz Basi, ale od dzisiaj już nawet jej nie będzie na zawołanie.
Rozalia wyprostowała się gwałtownie i wzięła głęboki wdech. Znowu się nad sobą użala, a wcale nie po to tutaj przyszła. Musi być silna! Z jakiej racji ma pozwolić Elizie na wyrzucenie Basi tylko dlatego, że ‘działa jej na nerwy’?! Nie ma mowy. Rose na pewno tak łatwo się jej nie da.
Nagle w głowie Rozalii zapaliło się światełko. Właściwie, to chyba najlepszym sposobem na pozbycie się ciotki byłoby wkurzanie jej dosłownie na każdym kroku. Może w końcu nie wytrzyma i wyniesie się stąd, pozostawiając Rose pod opieką Basi? Ten plan wydał się dziewczynie najbardziej realistyczny.
A teraz druga sprawa. Rozalia zdążyła już zupełnie zapomnieć, że przecież musi chodzić do szkoły. Ostatnie wydarzenia chyba automatycznie wypchnęły z jej głowy myśli o tym miejscu.
Dziewczyna nigdy nie lubiła swojej szkoły. Trochę z powodu całego mnóstwa głupich dzieciaków rojących się dookoła i podlizujących się Rose tylko z powodu tego, że ma kasę… a trochę dlatego, że na prawie wszystkich zajęciach musiała tańczyć. Musiała otwierać się przed innymi, a po prostu nie potrafiła tego zrobić. Do wczoraj, nawet przed sobą nie umiała przyznać się do tego, co czuje naprawdę. Ale kiedy usłyszała pierwsze dźwięki muzyki i zaczęła wyrażać je poprzez taniec, nie mogła się już powstrzymać. To było coś niesamowitego. Chociaż na te parę minut mogła wyrwać się z tego świata i przenieść do zupełnie innego… magicznego. Może jednak taniec nie jest aż tak zły, jak jej się wydawał?
No i jeszcze jedno. Co z Grześkiem? To, że straciła rodziców nie oznacza od razu, że nie może kontynuować swojego planu. A zaszła już za daleko, by teraz się poddać. Perkusista jest nią wyraźnie oczarowany i raczej nie powinien wypominać jej tego, że nie odezwała się do niego po wyjściu z Domu Pracy Twórczej. Rose musi się z nim gdzieś koniecznie umówić i to jak najszybciej. Co prawda, spotkania z Grześkiem wymagały u niej pewnego poświęcenia, bo już powoli zaczynał ją męczyć ten stan ‘ogłupienia’, w który wpadał muzyk za każdym razem, kiedy z nią rozmawiał. Ale czego nie robi się dla sławy. Może już niedługo załatwi jej jakąś rolę w następnym teledysku Afromental? Albo zabierze ją na jakąś galę rozdania nagród?
Niespodziewanie, na myśl o Grześku, przed oczami Rozalii od razu stanęła twarz Wojtka. Kiedy byli razem w kuchni, Rose poczuła z nim jakąś niewyjaśnianą więź. Zachowywała się zupełnie, jak nie ona. Nie była wredna i złośliwa… Może była po prostu sobą? Ale to teraz nie ma najmniejszego znaczenia. Może i bardziej odpowiadałoby jej spełnianie swojej zachcianki przy wykorzystaniu Wojtka, a nie Grześka, ale musiałaby wszystko zaczynać od nowa. A to wymagałoby cierpliwości, której Rozalia nigdy nie posiadała. Poza tym wokalista ma chyba dziewczynę… jakąś Marikę, czy coś w tym stylu? Z resztą imię tej lali jest tutaj najmniej ważne. Rose musi po prostu zapomnieć o Wojtku, bo zaprzątanie sobie nim teraz myśli nie ma żadnego sensu.
***
Wojtek westchnął i przewrócił się na drugi bok. Cały dzisiejszy dzień prawie w ogóle nie wychodził z pokoju. Czuł się jakoś dziwnie nieswojo. Odwołał nawet spotkanie z Mariną, bo wiedział, że i tak nie będzie mógł się na niczym skupić. W głowie miał tylko wydarzenia z wczorajszego wieczora. To, jak Rozalia urzekła go swoim tańcem i to, jak się czuł, kiedy prawie pocałowali się w kuchni. Ale on jej w ogóle nie zna. Poza tym, kiedy zobaczył ją pierwszy raz, sprawiała raczej wrażenie rozpieszczonej nastolatki, która ma kupę kasy i nie wie co z nią zrobić. To samo mógł wywnioskować z opowieści Grześka, który codziennie mu je serwował. Rose najwyraźniej chciała się z nim ustawić, najprawdopodobniej z jakichś płytkich powodów. Tyle, że perkusista wydawał się być zaślepiony urokiem dziewczyny i od tygodnia chodził cały rozanielony, jakby nie mógł przestać o niej myśleć.
Wojtek nagle podniósł się i oparł plecami o ścianę. Przecież z nim dzieje się dokładnie to samo! Ale po co Rozalia miałaby rozkochać w sobie jeszcze drugiego członka zespołu? Chyba, że zrobiła to nieumyślnie… Wczoraj wcale nie zachowywała się tak, jakby usilnie próbowała zdobyć serce wokalisty. Wręcz przeciwnie. Nie wyglądała zbyt zachęcająco w zabłoconych spodniach i potarganych włosach. Ale z jakichś niewiadomych przyczyn, Wojtkowi wydało się to takie… prawdziwe. I to na tyle, że wczoraj dał się ponieść emocjom i prawie ją pocałował.
Wojtek wstał i przejechał sobie ręką po twarzy. Sam już nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Ale chyba najlepiej będzie wrócić do punktu wyjścia i po prostu nic z tym nie robić. Odpuścić.
***
W Rozalię wstąpiła nagle wielka ochota, żeby się umalować, ubrać jakoś oszałamiająco i jak najszybciej umówić z Grześkiem. Pobiegła do swojego pokoju, chwyciła iPhona i zaczęła pisać.
Możemy spotkać się za jakąś godzinę w Domu Pracy Twórczej? Bardzo bym chciała, żebyś mnie tam w końcu oprowadził ;)
Po paru sekundach przyszła odpowiedź.
Ok, czekam :)
Rose uśmiechnęła się sama do siebie, usatysfakcjonowana tym, że znowu wszystko idzie po jej myśli i wróciła do łazienki.
Spojrzała w niewielkie lustro wiszące nad ozdobną umywalką. Widok nieco ją odstraszył, więc postanowiła jak najszybciej temu zaradzić. Podkrążone oczy choć trochę udało jej się zamaskować fluidem, a resztę twarzy pokryła jasnym pudrem. Na powiekach zrobiła delikatne kreski eyelinerem, co jeszcze bardziej powiększyło jej oczy, a nad nimi nałożyła liliowy cień. Następnie pomalowała i tak już długie rzęsy czarnym tuszem i posmarowała usta malinową pomadką od Diora. Zdjęła ręcznik z włosów i wysuszyła je suszarką, wcierając w nie co chwila jakieś substancje, które miały sprawić, że włosy będą się błyszczeć i lepiej układać. Rozczesała je i podpięła luźno przednie kosmyki. Spojrzała ponownie w lustro i tym razem Rose z czystym sumieniem mogła stwierdzić, że jest prawie gotowa na wyjście… potrzebowała jeszcze tylko jakiegoś olśniewającego ubrania i mogła ruszać. W podskokach dotarła do swojej ogromnej garderoby i wybrała kwiecistą sukienkę od Chloe i jasnobrązowe jazzówki. Stwierdziwszy, że jest już gotowa, zbiegła po szerokich schodach na dół i zatrzymała się nagle. W przedpokoju walały się chyba setki przeróżnych pudeł z rzeczami ciotki. Goście, którzy je wnosili najprawdopodobniej już sobie poszli, a to oznacza, że Rose została sama. A skoro w planach miała wkurzanie ciotki to… czemu by nie zacząć już teraz?
Lamczi
----------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------
sobota, 25 maja 2013
Rozdział 31
Cecylia
Zdjęcia. Jej. Pocałunku. Z. Alkiem.
To musi być sen. Bardzo zły sen, jakiś koszmar. CC wpatrywała się w zdjęcia i nadal nie mogła uwierzyć. To oznaczało, że Alan śledził ją cały czas. Mógł być wszędzie. Przecież nikt nie mógł się dowiedzieć co zaszło między nią, a gitarzystą Afromental. Gdyby to dostało się do prasy, zrobiłoby się straszne zamieszanie. A jeżeli Alan miał zdjęcia tego pocałunku… to było naprawdę źle. CC schowała zdjęcia, wraz z liścikiem z powrotem do koperty, a tą postanowiła ukryć pod poduszką. Z pozoru banalna kryjówka, ale dziewczyna uznała, że i tak nikt nie wchodzi do tego pokoju, gdy jej nie ma, więc koperta powinna być bezpieczna. Przynajmniej miała nadzieję, że nikt nie wchodzi do jej pokoju.
CC nie mogła usiedzieć w miejscu. Chodziła w kółko po pokoju jak nienormalna. Wysilała się najbardziej jak mogła, tak bardzo chciała sobie przypomnieć kim jest Alan. Chociaż w zasadzie bardziej musiała sobie przypomnieć. Sięgnęła myślami do rozmowy z Alanem i do tego co powiedział: „Byłem blisko Ciebie już jakiś czas. Nigdy mnie nie zauważałaś. A powinnaś.”
O co mu mogło chodzić?
CC przywoływała w myślach każdy szczegół swoich wspomnień, ale nigdzie nie widziała w nich Alana. Kim on może być, zastanawiała się dziewczyna. Rozglądała się po pokoju jakby oczekiwała, że zaraz znajdzie odpowiedź wypisaną na ścianie. Jej wzrok zatrzymał się na gitarze. Tak to dobry pomysł, pomyślała. Zawsze, gdy była zdenerwowana i zaczynała grać na gitarze, uspokajała się. Usiadła po turecku na łóżku i oparła się o ścianę, biorąc gitarę. Chwilę zastanawiała się co zagrać. Nie miała ochoty na żadną, bardzo szybką piosenkę, ani też na smutną i powolną, więc postanowiła zagrać „Hero”. Była idealna. Nie za szybka, nie za wolna i CC ją uwielbiała. Z przyjemnością zaczęła nucić, przymknęła oczy i grała na wyczucie. Po chwili już nie pamiętała pocałunku, Alana i zdjęć. Niczego. Odpłynęła. Grała i grała, miała wrażenie, że czas stanął w miejscu. To była jedna z tych chwil, które mogłyby trwać wiecznie. Tak po prostu. Gdy skończyła grać i śpiewać, ktoś zaczął bić brawo. CC otworzyła szybko oczy i wyprostowała się. W drzwiach stał Tomek. Na głowie miał czarnego fullcap'a, a na twarzy szeroki uśmiech.
-Uwielbiam tą piosenką. I Alek też. I Wojtek – zaśmiał się wokalista.
-Ładnie tak bez pukania? – spytała CC , odkładając gitarę obok siebie. Tomek wyszedł, zamknął za sobą drzwi i zapukał. CC zaśmiała się i zawołała:
-Wejdź! – na co Tomek powoli uchylił drzwi i zajrzał do pokoju.
-Można? – spytał, poprawiając czapkę, która trochę mu się przekrzywiła. CC przewróciła oczami, chociaż nadal się uśmiechała. Tomek był taki pozytywny. A właśnie z kimś takim teraz potrzebowała pogadać.
-Jasne, zapraszam. Wchodź – powiedziała, a wokalista wszedł i usiadł w zielonym fotelu- Em… Tomek, mogę Cię o coś zapytać?
-Pewnie. Pytaj.
-O co chodzi Wojtkowi? – zapytała dziewczyna, delikatnie przesuwając opuszkami palców po strunach gitary.
-Ale w kwestii… ? – Tomek posłał jej pytające spojrzenie, a CC uświadomiła sobie, że faktycznie nie sprecyzowała dokładnie pytania.
-No wiesz… jest do mnie taki uprzedzony. Nie chce, żebym była waszą stylistką, ani żebym tu mieszkała. Z jednej strony go rozumiem. Jestem jakąś dziwną dziewczyną, której żaden z was nie zna, i tak nagle się do was wprowadzam i ogólnie…
-Wiesz co… – przerwał jej Tomek – Ponieważ Afromental nie jest normalnym zespołem – tu uśmiechnął się z dumą w oczach – To fakt, że się do nas wprowadzasz, tak nagle, wcale nie jest taki… dziwny. Stylistka jest nam potrzebna. Czasem jesteśmy całkowicie nieogarnięci, więc przyda nam się ktoś taki, a co do Wojtka… Wiesz, on chyba czuje się tak trochę w roli lidera, nie zrozum mnie źle, to spoko, ale wiesz mam wrażenie, że on czuje się odpowiedzialny za większość rzeczy, które dzieją się w zespole. CC zmarszczyła brwi.
-To nadal nie wyjaśnia, czemu jest do mnie uprzedzony – odparła dziewczyna, siadając tak żeby swobodnie oprzeć się o ścianę, a jednocześnie trzymać na kolanach gitarę.
-No bo wiesz, to tylko moje przypuszczenia, ale wydaje mi się, że on się też może trochę bać. Już od dłuższego czasu nie mieliśmy stylistki i wiesz… tak teraz trochę dziwnie.
-Hmmm…
-Jak chcesz mogę z nim pogadać - zaproponował Tomek. CC zawahała się na chwilę, bo zastanawiała się czy taka rozmowa nie pogorszy jej sytuacji. W końcu zdecydowała.
-Nie dzięki… myślę, że jak będzie chciał to sam mi powie, albo po prostu się przyzwyczai.
-I to jest dobre podejście – powiedział Tomek – Dobra, muszę lecieć, ale jakby co to wiesz wpadaj z gitarą do salonu, po drodze bierz Alka i kogo jeszcze spotkasz i śpiewamy – uśmiechnął się do niej tak szczerze, że CC poczuła , że wokalista ją lubi i naprawdę nie ma nic przeciwko temu, żeby tu mieszkała i była ich stylistką.
-Dzięki. Jak tylko mnie natchnie na śpiewanie to zaraz zejdę.
-No i spoko – odparł Tomek i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Krótka rozmowa poprawiła nastrój dziewczyny na tyle, że postanowiła pogadać z Alkiem. Jednak coś ją powstrzymało. Jakiś cichy głosik w jej głowie podpowiedział jej, żeby tego nie robiła. Tylko czemu?
CC westchnęła, sięgnęła po swój szkicownik i zaczęła rysować. Najpierw zarys szczęki, potem nosa, następnie, czoło, potem uszy, usta i szyja. Skupiła się na oczach. Chciała uchwycić to spojrzenie, pełne radości , które najbardziej lubiła. Potem dorysowała zarys dredów. Popatrzyła krytycznie na nieskończony rysunek Alka i przypomniała sobie, że zapomniała o pewnym szczególe i szybko dorysowała kolczyk w brwi. Dziewczyna zerknęła w lustro. Zamyśliła się. Może jej też by było fajnie z takim kolczykiem? Odwróciła wzrok i znowu spojrzała na szkic. Największą uwagę przykuwały oczy, właśnie tak jak chciała. Z delikatnym uśmiechem na ustach zamknęła szkicownik i odłożyła go na nocny stoliczek. CC stwierdziła, że porozmawia z gitarzystą.
Jednak, gdy tylko miała wstać, jej komórka cicho zadzwoniła, oznajmiając, że dostała nową wiadomość. CC otworzyła ją i przeczytała:
Dziewczyna westchnęła ciężko. Jakoś nie miała ochoty na spotkanie z Sebą, chociaż on był jej przyjacielem. Okłamał ją, to prawda, ale nadal był jej starym przyjacielem ze sklepu muzycznego. CC uznała, że nie zaszkodzi się z nim spotkać, żeby przestał się martwić na jakiś czas. Poza tym po drodze do niego, będzie mogła wymyślić co powie Alkowi. Wzięła telefon i odpisała:
Ok, spotkajmy się w Twoim sklepie, za pół godziny.
Po czym schowała telefon do kieszeni, wzięła swoją czarną torbę z rockowymi naszywkami, schowała do niej szkicownik i wyszła na korytarz. Nikogo na nim nie spotkała, więc zbiegła po schodkach i wyszła przed dom. Chmury zniknęły z nieba, a blade słońce znowu nieprzyjemnie raziło ją w oczy, więc wyjęła okulary przeciwsłoneczne, założyła i ruszyła w stronę sklepu muzycznego Seby.
***
Alek leżał na łóżku, wpatrując się w sufit. Bolały go już trochę oczy. Obok niego leżał beżowy akustyk. Co jakiś czas sięgał do niego dłonią i przesuwał palcami po strunach, tak po prostu, bez żadnej melodii. Uspokajało go to. Czuł się beznadziejnie. Potrzebował z kimś pogadać, ale nie wiedział z kim. Nagle go olśniło, usiadł i wziął telefon, po czym napisał szybko SMS-a:
Stary, jesteś w domu? Muszę z kimś pogadać
Wysłał wiadomość i z powrotem opadł na łóżko , czekając na odpowiedź. Po niecałych dwóch minutach drzwi jego pokoju otworzyły się na oścież, a stał w nich Tomek, w czarnym fullcap'ie.
-Jestem! - wykrzyknął triumfalnie, a Alek uniósł jedną brew i zaśmiał się. Tomek wszedł, zamykając za sobą drzwi. Rzucił się na łóżko, obok Alka, po czym spojrzał na niego z poważną miną i spytał:
-W czym mogę Ci pomóc, drogi przyjacielu? Mistrz nauczy Cię wszystkiego co sam już wie, gdyż…
Ale nie dokończył bo Alek nadal się śmiejąc zepchnął go z łóżka. Ktoś stojący obok, obserwujący tą scenę mógłby powiedzieć, że zachowują się jak dzieci. Wokalista wstał, otrzepał ubranie z kurzu i powiedział:
-Jak nie chcesz, żebym z tobą pogadał to nie…
-Tak tak tak, siadaj mistrzu – odparł Alek, a jego dobry humor minął tak szybko jak się pojawił. Tomek zauważył, że sytuacja musi być poważna, więc usiadł obok swojego przyjaciela i spojrzał na niego wyczekująco.
-No co jest, stary? – spytał. Gitarzysta westchnął ciężko.
-Co zrobić, gdy ktoś nie chce gadać o sytuacji, która nie powinna się zdarzyć, ale powinno się o niej porozmawiać? – spytał w końcu, a Tomek spojrzał na niego zdziwiony.
-A może trochę jaśniej?
-No wiesz, coś się na przykład stało, ale nie powinno, nie? No, ale Ty wiesz, że musisz pogadać o tej sytuacji, a ta druga osoba, nie chce o niej rozmawiać, to… co wtedy?
-Alek… chodzi o CC?- zapytał wokalista, a kilka sekund wahania Alka było jednoznaczną odpowiedzią.
-Em… nie. No bo…
-Stary, znam Cię, nie przyjaźnimy się od dziś. Chodzi o tą CC. Co się stało?
-Nic takiego. W ogóle nie chodzi o nią, więc…
Wokalista spojrzał na niego z kpiącym uśmiechem.
-Nie oszukasz mnie. Ale jak nie chcesz mówić o co chodzi to spoko. Przecież cię nie zmuszę. Nie ważne co się stało. Widzę, że musisz z nią pogadać. Jakieś pięć minut temu wyszła z domu. Na twoim miejscu już bym za nią biegł.
-Serio?
-Serio.
***
CC szła pogrążona w swoich myślach, teraz zastanawiając się co powiedzieć Alkowi. Wiedziała, że nie uniknie kolejnej rozmowy. A nie chciała jej. Nagle usłyszała jak ktoś za nią biegnie, więc zatrzymała się, odwróciła i wtedy wpadła na kogoś. Oboje prawie się przewrócili.
-Co to ma… Alek?!- CC cofnęła się o krok, żeby przyjrzeć się chłopakowi - Nic ci nie jest? Czemu za mną biegłeś?
Gitarzysta próbował złapać oddech i po chwili powiedział:
-Żyję, a Tobie nic nie jest?
-Nie, wszystko ok, ale czemu mnie goniłeś? – CC nadal nie mogła tego zrozumieć i patrzyła na niego oszołomiona.
-Bo… musimy pogadać - powiedział w końcu, gdy mógł już normalnie oddychać po szybkim biegu. No to chyba jakiś żart, pomyślała CC, zawsze gdy nie chcę z nim rozmawiać, on się pojawia. Ale gdy tylko tak pomyślała poczuła się fatalnie. Jak mogła nie chcieć z nim rozmawiać?
-Poczekaj – powiedziała i wyjęła komórkę, po czym szybko napisała do Seby:
Przepraszam Seba, jednak nie mogę przyjść. Coś mi wypadło. Wpadnę jakoś na dniach
Po czym schowała telefon z powrotem do torby i podeszła do Alka.
-Masz rację – powiedziała cicho – Musimy pogadać. I… przepraszam. Za to jak zachowałam się wtedy w kuchni – spuściła wzrok, żeby tylko nie patrzeć gitarzyście w oczy. Czuła się teraz jeszcze gorzej niż wcześniej. I dopiero teraz uświadamiała sobie jak bardzo musiała wtedy zranić Alka. On chciał o tym tak bardzo pogadać, a ona zachowała się jak wariatka, krzycząc , że nigdy nie było pocałunku.
-Nie, nie musisz. To ja przepraszam. Za to, że tak na Ciebie naskoczyłem. Ja nie powinienem. To było z jednej strony krępujące, a z drugiej…
-Alek…
-Takie dziwne, oczywiście nie zrozum mnie źle, nie chciałem powiedzieć, że było złe czy coś. To znaczy to można różnie rozumieć, ale nie chciałem…
-Alek, daj spokój – CC próbowała mu przerwać, ale gitarzysta nie przerywał, patrzył to na prawo, to na lewo, to na nią, widać było, że był zestresowany samym mówieniem o tym.
-…Żeby jakoś głupio wyszło, więc uznałem, że musimy porozmawiać, ale wtedy Ty… Ja nie chciałem żebyś to tak zrozumiała, nie zaraz, ja nie chciałem, żebyś się denerwowała…
-Już bez przesady…
-Ale potem tak na Ciebie naskoczyłem, poczułem się strasznie i nie wiedziałem co więcej powiedzieć, więc…
Alek nadal mówił, a CC nie mogła mu przerwać, żadnym sposobem… oprócz jednego. Raz się żyje, pomyślała dziewczyna. Podeszła bliżej Alka, spojrzała mu w oczy i uciszyła go pocałunkiem. Nie zaprotestował.
Zdjęcia. Jej. Pocałunku. Z. Alkiem.
To musi być sen. Bardzo zły sen, jakiś koszmar. CC wpatrywała się w zdjęcia i nadal nie mogła uwierzyć. To oznaczało, że Alan śledził ją cały czas. Mógł być wszędzie. Przecież nikt nie mógł się dowiedzieć co zaszło między nią, a gitarzystą Afromental. Gdyby to dostało się do prasy, zrobiłoby się straszne zamieszanie. A jeżeli Alan miał zdjęcia tego pocałunku… to było naprawdę źle. CC schowała zdjęcia, wraz z liścikiem z powrotem do koperty, a tą postanowiła ukryć pod poduszką. Z pozoru banalna kryjówka, ale dziewczyna uznała, że i tak nikt nie wchodzi do tego pokoju, gdy jej nie ma, więc koperta powinna być bezpieczna. Przynajmniej miała nadzieję, że nikt nie wchodzi do jej pokoju.
CC nie mogła usiedzieć w miejscu. Chodziła w kółko po pokoju jak nienormalna. Wysilała się najbardziej jak mogła, tak bardzo chciała sobie przypomnieć kim jest Alan. Chociaż w zasadzie bardziej musiała sobie przypomnieć. Sięgnęła myślami do rozmowy z Alanem i do tego co powiedział: „Byłem blisko Ciebie już jakiś czas. Nigdy mnie nie zauważałaś. A powinnaś.”
O co mu mogło chodzić?
CC przywoływała w myślach każdy szczegół swoich wspomnień, ale nigdzie nie widziała w nich Alana. Kim on może być, zastanawiała się dziewczyna. Rozglądała się po pokoju jakby oczekiwała, że zaraz znajdzie odpowiedź wypisaną na ścianie. Jej wzrok zatrzymał się na gitarze. Tak to dobry pomysł, pomyślała. Zawsze, gdy była zdenerwowana i zaczynała grać na gitarze, uspokajała się. Usiadła po turecku na łóżku i oparła się o ścianę, biorąc gitarę. Chwilę zastanawiała się co zagrać. Nie miała ochoty na żadną, bardzo szybką piosenkę, ani też na smutną i powolną, więc postanowiła zagrać „Hero”. Była idealna. Nie za szybka, nie za wolna i CC ją uwielbiała. Z przyjemnością zaczęła nucić, przymknęła oczy i grała na wyczucie. Po chwili już nie pamiętała pocałunku, Alana i zdjęć. Niczego. Odpłynęła. Grała i grała, miała wrażenie, że czas stanął w miejscu. To była jedna z tych chwil, które mogłyby trwać wiecznie. Tak po prostu. Gdy skończyła grać i śpiewać, ktoś zaczął bić brawo. CC otworzyła szybko oczy i wyprostowała się. W drzwiach stał Tomek. Na głowie miał czarnego fullcap'a, a na twarzy szeroki uśmiech.
-Uwielbiam tą piosenką. I Alek też. I Wojtek – zaśmiał się wokalista.
-Ładnie tak bez pukania? – spytała CC , odkładając gitarę obok siebie. Tomek wyszedł, zamknął za sobą drzwi i zapukał. CC zaśmiała się i zawołała:
-Wejdź! – na co Tomek powoli uchylił drzwi i zajrzał do pokoju.
-Można? – spytał, poprawiając czapkę, która trochę mu się przekrzywiła. CC przewróciła oczami, chociaż nadal się uśmiechała. Tomek był taki pozytywny. A właśnie z kimś takim teraz potrzebowała pogadać.
-Jasne, zapraszam. Wchodź – powiedziała, a wokalista wszedł i usiadł w zielonym fotelu- Em… Tomek, mogę Cię o coś zapytać?
-Pewnie. Pytaj.
-O co chodzi Wojtkowi? – zapytała dziewczyna, delikatnie przesuwając opuszkami palców po strunach gitary.
-Ale w kwestii… ? – Tomek posłał jej pytające spojrzenie, a CC uświadomiła sobie, że faktycznie nie sprecyzowała dokładnie pytania.
-No wiesz… jest do mnie taki uprzedzony. Nie chce, żebym była waszą stylistką, ani żebym tu mieszkała. Z jednej strony go rozumiem. Jestem jakąś dziwną dziewczyną, której żaden z was nie zna, i tak nagle się do was wprowadzam i ogólnie…
-Wiesz co… – przerwał jej Tomek – Ponieważ Afromental nie jest normalnym zespołem – tu uśmiechnął się z dumą w oczach – To fakt, że się do nas wprowadzasz, tak nagle, wcale nie jest taki… dziwny. Stylistka jest nam potrzebna. Czasem jesteśmy całkowicie nieogarnięci, więc przyda nam się ktoś taki, a co do Wojtka… Wiesz, on chyba czuje się tak trochę w roli lidera, nie zrozum mnie źle, to spoko, ale wiesz mam wrażenie, że on czuje się odpowiedzialny za większość rzeczy, które dzieją się w zespole. CC zmarszczyła brwi.
-To nadal nie wyjaśnia, czemu jest do mnie uprzedzony – odparła dziewczyna, siadając tak żeby swobodnie oprzeć się o ścianę, a jednocześnie trzymać na kolanach gitarę.
-No bo wiesz, to tylko moje przypuszczenia, ale wydaje mi się, że on się też może trochę bać. Już od dłuższego czasu nie mieliśmy stylistki i wiesz… tak teraz trochę dziwnie.
-Hmmm…
-Jak chcesz mogę z nim pogadać - zaproponował Tomek. CC zawahała się na chwilę, bo zastanawiała się czy taka rozmowa nie pogorszy jej sytuacji. W końcu zdecydowała.
-Nie dzięki… myślę, że jak będzie chciał to sam mi powie, albo po prostu się przyzwyczai.
-I to jest dobre podejście – powiedział Tomek – Dobra, muszę lecieć, ale jakby co to wiesz wpadaj z gitarą do salonu, po drodze bierz Alka i kogo jeszcze spotkasz i śpiewamy – uśmiechnął się do niej tak szczerze, że CC poczuła , że wokalista ją lubi i naprawdę nie ma nic przeciwko temu, żeby tu mieszkała i była ich stylistką.
-Dzięki. Jak tylko mnie natchnie na śpiewanie to zaraz zejdę.
-No i spoko – odparł Tomek i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Krótka rozmowa poprawiła nastrój dziewczyny na tyle, że postanowiła pogadać z Alkiem. Jednak coś ją powstrzymało. Jakiś cichy głosik w jej głowie podpowiedział jej, żeby tego nie robiła. Tylko czemu?
CC westchnęła, sięgnęła po swój szkicownik i zaczęła rysować. Najpierw zarys szczęki, potem nosa, następnie, czoło, potem uszy, usta i szyja. Skupiła się na oczach. Chciała uchwycić to spojrzenie, pełne radości , które najbardziej lubiła. Potem dorysowała zarys dredów. Popatrzyła krytycznie na nieskończony rysunek Alka i przypomniała sobie, że zapomniała o pewnym szczególe i szybko dorysowała kolczyk w brwi. Dziewczyna zerknęła w lustro. Zamyśliła się. Może jej też by było fajnie z takim kolczykiem? Odwróciła wzrok i znowu spojrzała na szkic. Największą uwagę przykuwały oczy, właśnie tak jak chciała. Z delikatnym uśmiechem na ustach zamknęła szkicownik i odłożyła go na nocny stoliczek. CC stwierdziła, że porozmawia z gitarzystą.
Jednak, gdy tylko miała wstać, jej komórka cicho zadzwoniła, oznajmiając, że dostała nową wiadomość. CC otworzyła ją i przeczytała:
Gdzie Ty się
podziewasz? Wiem, wiem widzieliśmy się wczoraj, ale martwię się. Może się
zobaczymy? ~Seba
Dziewczyna westchnęła ciężko. Jakoś nie miała ochoty na spotkanie z Sebą, chociaż on był jej przyjacielem. Okłamał ją, to prawda, ale nadal był jej starym przyjacielem ze sklepu muzycznego. CC uznała, że nie zaszkodzi się z nim spotkać, żeby przestał się martwić na jakiś czas. Poza tym po drodze do niego, będzie mogła wymyślić co powie Alkowi. Wzięła telefon i odpisała:
Ok, spotkajmy się w Twoim sklepie, za pół godziny.
Po czym schowała telefon do kieszeni, wzięła swoją czarną torbę z rockowymi naszywkami, schowała do niej szkicownik i wyszła na korytarz. Nikogo na nim nie spotkała, więc zbiegła po schodkach i wyszła przed dom. Chmury zniknęły z nieba, a blade słońce znowu nieprzyjemnie raziło ją w oczy, więc wyjęła okulary przeciwsłoneczne, założyła i ruszyła w stronę sklepu muzycznego Seby.
***
Alek leżał na łóżku, wpatrując się w sufit. Bolały go już trochę oczy. Obok niego leżał beżowy akustyk. Co jakiś czas sięgał do niego dłonią i przesuwał palcami po strunach, tak po prostu, bez żadnej melodii. Uspokajało go to. Czuł się beznadziejnie. Potrzebował z kimś pogadać, ale nie wiedział z kim. Nagle go olśniło, usiadł i wziął telefon, po czym napisał szybko SMS-a:
Stary, jesteś w domu? Muszę z kimś pogadać
Wysłał wiadomość i z powrotem opadł na łóżko , czekając na odpowiedź. Po niecałych dwóch minutach drzwi jego pokoju otworzyły się na oścież, a stał w nich Tomek, w czarnym fullcap'ie.
-Jestem! - wykrzyknął triumfalnie, a Alek uniósł jedną brew i zaśmiał się. Tomek wszedł, zamykając za sobą drzwi. Rzucił się na łóżko, obok Alka, po czym spojrzał na niego z poważną miną i spytał:
-W czym mogę Ci pomóc, drogi przyjacielu? Mistrz nauczy Cię wszystkiego co sam już wie, gdyż…
Ale nie dokończył bo Alek nadal się śmiejąc zepchnął go z łóżka. Ktoś stojący obok, obserwujący tą scenę mógłby powiedzieć, że zachowują się jak dzieci. Wokalista wstał, otrzepał ubranie z kurzu i powiedział:
-Jak nie chcesz, żebym z tobą pogadał to nie…
-Tak tak tak, siadaj mistrzu – odparł Alek, a jego dobry humor minął tak szybko jak się pojawił. Tomek zauważył, że sytuacja musi być poważna, więc usiadł obok swojego przyjaciela i spojrzał na niego wyczekująco.
-No co jest, stary? – spytał. Gitarzysta westchnął ciężko.
-Co zrobić, gdy ktoś nie chce gadać o sytuacji, która nie powinna się zdarzyć, ale powinno się o niej porozmawiać? – spytał w końcu, a Tomek spojrzał na niego zdziwiony.
-A może trochę jaśniej?
-No wiesz, coś się na przykład stało, ale nie powinno, nie? No, ale Ty wiesz, że musisz pogadać o tej sytuacji, a ta druga osoba, nie chce o niej rozmawiać, to… co wtedy?
-Alek… chodzi o CC?- zapytał wokalista, a kilka sekund wahania Alka było jednoznaczną odpowiedzią.
-Em… nie. No bo…
-Stary, znam Cię, nie przyjaźnimy się od dziś. Chodzi o tą CC. Co się stało?
-Nic takiego. W ogóle nie chodzi o nią, więc…
Wokalista spojrzał na niego z kpiącym uśmiechem.
-Nie oszukasz mnie. Ale jak nie chcesz mówić o co chodzi to spoko. Przecież cię nie zmuszę. Nie ważne co się stało. Widzę, że musisz z nią pogadać. Jakieś pięć minut temu wyszła z domu. Na twoim miejscu już bym za nią biegł.
-Serio?
-Serio.
***
CC szła pogrążona w swoich myślach, teraz zastanawiając się co powiedzieć Alkowi. Wiedziała, że nie uniknie kolejnej rozmowy. A nie chciała jej. Nagle usłyszała jak ktoś za nią biegnie, więc zatrzymała się, odwróciła i wtedy wpadła na kogoś. Oboje prawie się przewrócili.
-Co to ma… Alek?!- CC cofnęła się o krok, żeby przyjrzeć się chłopakowi - Nic ci nie jest? Czemu za mną biegłeś?
Gitarzysta próbował złapać oddech i po chwili powiedział:
-Żyję, a Tobie nic nie jest?
-Nie, wszystko ok, ale czemu mnie goniłeś? – CC nadal nie mogła tego zrozumieć i patrzyła na niego oszołomiona.
-Bo… musimy pogadać - powiedział w końcu, gdy mógł już normalnie oddychać po szybkim biegu. No to chyba jakiś żart, pomyślała CC, zawsze gdy nie chcę z nim rozmawiać, on się pojawia. Ale gdy tylko tak pomyślała poczuła się fatalnie. Jak mogła nie chcieć z nim rozmawiać?
-Poczekaj – powiedziała i wyjęła komórkę, po czym szybko napisała do Seby:
Przepraszam Seba, jednak nie mogę przyjść. Coś mi wypadło. Wpadnę jakoś na dniach
Po czym schowała telefon z powrotem do torby i podeszła do Alka.
-Masz rację – powiedziała cicho – Musimy pogadać. I… przepraszam. Za to jak zachowałam się wtedy w kuchni – spuściła wzrok, żeby tylko nie patrzeć gitarzyście w oczy. Czuła się teraz jeszcze gorzej niż wcześniej. I dopiero teraz uświadamiała sobie jak bardzo musiała wtedy zranić Alka. On chciał o tym tak bardzo pogadać, a ona zachowała się jak wariatka, krzycząc , że nigdy nie było pocałunku.
-Nie, nie musisz. To ja przepraszam. Za to, że tak na Ciebie naskoczyłem. Ja nie powinienem. To było z jednej strony krępujące, a z drugiej…
-Alek…
-Takie dziwne, oczywiście nie zrozum mnie źle, nie chciałem powiedzieć, że było złe czy coś. To znaczy to można różnie rozumieć, ale nie chciałem…
-Alek, daj spokój – CC próbowała mu przerwać, ale gitarzysta nie przerywał, patrzył to na prawo, to na lewo, to na nią, widać było, że był zestresowany samym mówieniem o tym.
-…Żeby jakoś głupio wyszło, więc uznałem, że musimy porozmawiać, ale wtedy Ty… Ja nie chciałem żebyś to tak zrozumiała, nie zaraz, ja nie chciałem, żebyś się denerwowała…
-Już bez przesady…
-Ale potem tak na Ciebie naskoczyłem, poczułem się strasznie i nie wiedziałem co więcej powiedzieć, więc…
Alek nadal mówił, a CC nie mogła mu przerwać, żadnym sposobem… oprócz jednego. Raz się żyje, pomyślała dziewczyna. Podeszła bliżej Alka, spojrzała mu w oczy i uciszyła go pocałunkiem. Nie zaprotestował.
Cat
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Nowy rozdział prosto od naszej CC, mamy nadzieję, że się podoba. Zaskoczeni?
KAŻDY KOMENTARZ = POKRZEPIAJĄCY KOP W TYŁEK DO DALSZEJ PRACY :D
piątek, 17 maja 2013
Rozdział 30
Rozalia
Jakieś pół godziny później, Rose pożegnała się z Wojtkiem i ruszyła ku drzwiom swojej ogromnej willi. Już miała sięgnąć po klucze, kiedy nagle drzwi otworzyły się przed jej nosem z zawrotną prędkością. Dziewczyna cofnęła się odruchowo, doznając przy tym lekkiego ataku serca.
- Boże, nic ci nie jest! – Basia zaczęła ją ściskać, po czym oderwała się od niej i zmierzła ją wzrokiem – Gdzieś ty była?! Tak się o ciebie martwiłam. – w brązowych oczach Basi Rose dostrzegła jakiś dziwny błysk… jakby zakłopotania pomieszanego z przerażeniem. – Tak w ogóle, wchodź do środka. Ktoś na ciebie czeka.
Tak! Rodzice są już w domu. Zaraz opowie im, co jej się śniło, a potem przyjmie od nich górę prezentów… a może uda jej się ich nawet namówić na jednodniowy wypad do Paryża na jakiś pokaz mody?
Rozalia, roztrzęsiona z podekscytowania, przebiegła przez korytarz. Nagle stanęła jak wryta. W salonie wcale nie czekali na nią rodzice. Na beżowej, skórzanej kanapie siedziała ciocia dziewczyny, usilnie starając się wyglądać dystyngowanie, nawet kiedy zapadała się w miękkich poduchach. Na widok Rozalii, wstała z gracją i wygładziła grafitową, ołówkową spódnicę sięgającą do kolan. Miała perfekcyjnie proste, gładkie włosy do ramion, farbowane u najlepszego fryzjera w Warszawie na głęboko czarny kolor. Patrzyła na Rose swoimi niebieskimi oczami spod podkręconych, ciemnych rzęs. Sprawiała wrażenie, jakby wcale nie chciała się tu teraz znajdować i robiła łaskę Rozalii, że poświęciła swój cenny czas na czekanie na nią.
- Co ty tu robisz?! – mimo woli, z ust Rose wydobyło się to jakże uprzejme pytanie.
Ciotka zrobiła zniesmaczoną minę i podeszła do dziewczyny. Obcasy jej markowych, lakierowanych butów zagłuszyły ciszę, odbijając się od podłogi.
- Może nie tym tonem, moja droga? Chyba dobrze wiesz, dlaczego tu jestem. – Na te słowa przez twarz ciotki przeleciała fala tysiąca uczuć. Rozpaczy, gniewu, zmieszania.
Rose nigdy nie przepadała za swoją ciotką. Ba! Wprost jej nienawidziła. Czasami miała ochotę ją po prostu udusić. Na przykład, kiedy spotykali się w jakiejś wykwintnej restauracji całą rodziną i Rose chciała pochwalić się wszystkim swoimi sukcesami, a ciotka przerywała jej w połowie zdania sztucznie milutkim tonem i sprytnie zmieniała temat na jakieś biznesowe sprawy. Rozalia zapamiętała nawet, jak dawno temu dostała od mamy mówiącą lalkę - księżniczkę i bawiła się nią całe popołudnie. Jej ciotka weszła nagle do pokoju, wyrwała jej zabawkę z rączek i położyła ją na szafie.
- Boże, dziecko, ile można?! – rzuciła wyrafinowanym tonem i wyszła z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Ciotka prowadziła firmę razem z tatą Rose i była tak samo nadziana, jak on. Zawsze chodziła z komórką przy uchu, załatwiając jakiś kolejny kontrakt i zachowywała się jak prawdziwa profesjonalistka. Uśmiechała się może dwa razy na rok, a na jej twarzy zawsze był widoczny pewien grymas i obrzydzenie w stosunku do innych ludzi, zwłaszcza tych nieliczących się w świecie biznesu.
Już samo imię ciotki – Eliza – zawsze budziło w Rose jakieś dziwne uczucie przerażenia i zarazem nienawiści.
Ciotka chrząknęła.
- Nie oglądałaś rano wiadomości? – Spytała, wyrywając Rose z zamyślenia.
Zaraz, zaraz. Co ona powiedziała?! Wiadomości?! Rano?! Jak w jej śnie?! W jednej chwili, do Rozalii wszystko wróciło. Te okropne uczucia zalały ją tak nagle i z taką siłą, że Rose zrobiło się ciemno przed oczami. Opadła bezwiednie na kanapę i z trudem zaczęła nabierać powietrze do płuc.
A więc to prawda. Nie sen. Prawda. Jej rodzice mieli wypadek, a Rose naprawdę dowiedziała się o tym dzisiaj przy śniadaniu. To by też wyjaśniało obecność ciotki.
Dziewczyna zgięła się teraz w pół i zaczęła się trząść. W żaden sposób nie mogła opanować nerwowych drgawek.
- Rozalio, co ci jest? Uspokój się. Musimy poważnie porozmawiać. – Eliza usiadła obok niej i sztywną dłonią dotknęła ramienia Rose. Jej paznokcie były starannie pomalowane bordowym lakierem od Chanel.
Dziewczyna z trudem wyprostowała się i spojrzała rozbieganym wzrokiem na ciotkę.
- Posłuchaj, wiem, że to jest dla ciebie trudne, jak dla nas wszystkich, ale nie możemy opóźniać tej rozmowy. – Ciotka mówiła poważnym, ale nieco zdenerwowanym tonem – Wiesz, że zgodnie z prawem teraz opiekę nad tobą powinni przejąć dziadkowie. Ale, że ty ich nie posiadasz, to ca…
- Jak to nie posiadam?! – Rose krzyknęła głośniej niż planowała. – A babcia Anastazja?! Przecież mogę zamieszkać razem z nią we Włoszech!
- Rozmawiałam już z Anastazją. Powiedziała, że nie czuje się na siłach, żeby jeszcze na stare lata opiekować się rozwydrzoną nastolatką. - Odparła Eliza niezwykle opanowanym tonem.
- Co?! – Rose nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Kto jak kto, ale babcia zawsze ją bardzo kochała i wprost nie posiadała się z radości, kiedy Rozalia przyjeżdżała do niej w odwiedziny. – Ale przecież…
- Nie warto teraz roztrząsać tego tematu. – Przerwała jej ciotka. – Anastazja już postanowiła. Więc, jak już mówiłam, teraz cała odpowiedzialność spada na osobę najbliżej spokrewnioną z nieletnią. Czyli na mnie.
Rose zamarła. Doskonale wiedziała, co to oznacza. Będzie musiała zamieszkać z ciotką. Z osobą, która chyba naprawdę nienawidzi jej z całego serca. I z wzajemnością.
Nie, to się nie dzieje naprawdę. Ona tego nie przeżyje. Do pełnoletniości został jej jeszcze rok. Jeden calutki rok.
Eliza założyła lśniący kosmyk włosów za ucho.
- Tak, też nie jestem zachwycona tą perspektywą, ale nie mam wyboru. Prawo to prawo. Ale postanowiłam już, co zrobię. Po pierwsze, wprowadzę się tu. – mówiła tak pewnym tonem, jakby ten dom był jej własnością. – Po drugie, ta cała Basia odchodzi. Zawsze działała mi na nerwy.
- Nie możesz jej wyrzucić! – Krzyknęła Rose z oburzeniem, ale i bezradnością w głosie.
- A kto mi zabroni? Może ty? – Zaśmiała się tonem, obrzydliwie ociekającym cynizmem.
Rozalia miała ochotę rzucić się na nią, ale resztkami sił powstrzymała buzujące w niej emocje.
- O uroczystości pogrzebowe się nie martw. Wszystko załatwię. Twoi rodzice zasługują, by uczczono ich pamięć w wyjątkowy sposób i nie chcę, żebyś mi się do tego wcinała. – Ciotka wstała z kanapy i spojrzała z wyższością na Rose. – Jutro koło piętnastej zjawi się tu samochód z moimi rzeczami, więc masz być w domu. A do tego czasu, tej kucharki ma tu już nie być. Resztę spraw omówimy, kiedy już tu zamieszkam. – dodała zimnym tonem i ruszyła w stronę wyjścia.
Rose skuliła się i po prostu się rozpłakała. Z bezsilności, z załamania. Bo co ona mogła teraz niby zrobić? No właśnie nic. To jej ciotka o wszystkim decydowała, a Rose mogła tylko patrzeć jak jej idealne życie powoli się rozpada.
Drzwi wyjściowe trzasnęły, a Basia wbiegła do salonu, usiadła obok Rozalii i objęła ją mocno.
- Tak mi przykro. – Szepnęła. Pachniała mieszanką wanilii i jakichś owoców cytrusowych. Ten zapach zawsze uspokajał Rose.
- Co teraz będzie? – odparła roztrzęsionym głosem. – Ona kazała ci się wynieść.
O dziwo, Basia wydawała się być zupełnie niewzruszona tą informacją. Chyba nie chciała jeszcze bardziej stresować Rozalii.
- To nic. – Zaczęła łagodnie. – Zrobię, co powiedziała. Nie mam wyboru. Ale pamiętaj, że to nie oznacza końca naszej przyjaźni.
- No przecież wiem, ale… ja z nią tu nie przeżyję. I co będzie z tobą? Będziesz musiała szukać nowej pracy i…
- Słuchaj, nie ma co się teraz tym martwić. – Przerwała jej Basia, rozluźniając uścisk i spoglądając na nią. - Jesteś zmęczona, jest późno. Idź spać, pogadamy o tym jutro, okej?
- No, może masz rację.
Rose była faktycznie padnięta. Tyle przeżyć jak na jeden dzień to naprawdę duuużo za dużo. Dziewczyna wstała na chwiejnych nogach.
- Dobranoc, Barbaro. – powiedziała, naśladując elegancki ton głosu swojej ciotki i próbując powstrzymać łzy. Często bawiły się tak z Basią po odwiedzinach Elizy.
- Dobranoc, Rozalio – Basia zaśmiała się cicho, a Rose razem z nią.
Rose weszła po schodach na piętro, mijając przy tym portrety przodków, które nawet dzisiaj nie dawały jej spokoju i mierzyły wzrokiem każdy jej ruch. Dziewczyna miała teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie, żeby przejmować się starymi obrazami. Przebrała się szybko w długie bawełniane spodnie od piżamy w niebiesko-zieloną kratę i granatową koszulkę, opinającą jej wąską talię, po czym opadła na swoje wielkie łóżko. Zaczęła wpatrywać się pustym wzrokiem w obrazek, który namalowała kiedyś na lekcjach plastyki. Pani kazała uczniom narysować kogoś, kogo podziwiają. Malunek przedstawiał oczywiście babcię Rozalii, tańczącą w bladoróżowej, zwiewnej sukience.
Rose się ocknęła. Musi zastanowić się, co będzie dalej. Nie może się teraz tak po prostu poddać.
Nagle zalała ją fala gniewu. Miała wrażenie, że może zrobić dosłownie wszystko. Nie może się teraz tak po prostu poddać. Tym razem Eliza mocno przesadziła. I Rose - choć zupełnie nie miała pojęcia, jak to zrobić - nie miała najmniejszego zamiaru puścić jej tego płazem.
Jakieś pół godziny później, Rose pożegnała się z Wojtkiem i ruszyła ku drzwiom swojej ogromnej willi. Już miała sięgnąć po klucze, kiedy nagle drzwi otworzyły się przed jej nosem z zawrotną prędkością. Dziewczyna cofnęła się odruchowo, doznając przy tym lekkiego ataku serca.
- Boże, nic ci nie jest! – Basia zaczęła ją ściskać, po czym oderwała się od niej i zmierzła ją wzrokiem – Gdzieś ty była?! Tak się o ciebie martwiłam. – w brązowych oczach Basi Rose dostrzegła jakiś dziwny błysk… jakby zakłopotania pomieszanego z przerażeniem. – Tak w ogóle, wchodź do środka. Ktoś na ciebie czeka.
Tak! Rodzice są już w domu. Zaraz opowie im, co jej się śniło, a potem przyjmie od nich górę prezentów… a może uda jej się ich nawet namówić na jednodniowy wypad do Paryża na jakiś pokaz mody?
Rozalia, roztrzęsiona z podekscytowania, przebiegła przez korytarz. Nagle stanęła jak wryta. W salonie wcale nie czekali na nią rodzice. Na beżowej, skórzanej kanapie siedziała ciocia dziewczyny, usilnie starając się wyglądać dystyngowanie, nawet kiedy zapadała się w miękkich poduchach. Na widok Rozalii, wstała z gracją i wygładziła grafitową, ołówkową spódnicę sięgającą do kolan. Miała perfekcyjnie proste, gładkie włosy do ramion, farbowane u najlepszego fryzjera w Warszawie na głęboko czarny kolor. Patrzyła na Rose swoimi niebieskimi oczami spod podkręconych, ciemnych rzęs. Sprawiała wrażenie, jakby wcale nie chciała się tu teraz znajdować i robiła łaskę Rozalii, że poświęciła swój cenny czas na czekanie na nią.
- Co ty tu robisz?! – mimo woli, z ust Rose wydobyło się to jakże uprzejme pytanie.
Ciotka zrobiła zniesmaczoną minę i podeszła do dziewczyny. Obcasy jej markowych, lakierowanych butów zagłuszyły ciszę, odbijając się od podłogi.
- Może nie tym tonem, moja droga? Chyba dobrze wiesz, dlaczego tu jestem. – Na te słowa przez twarz ciotki przeleciała fala tysiąca uczuć. Rozpaczy, gniewu, zmieszania.
Rose nigdy nie przepadała za swoją ciotką. Ba! Wprost jej nienawidziła. Czasami miała ochotę ją po prostu udusić. Na przykład, kiedy spotykali się w jakiejś wykwintnej restauracji całą rodziną i Rose chciała pochwalić się wszystkim swoimi sukcesami, a ciotka przerywała jej w połowie zdania sztucznie milutkim tonem i sprytnie zmieniała temat na jakieś biznesowe sprawy. Rozalia zapamiętała nawet, jak dawno temu dostała od mamy mówiącą lalkę - księżniczkę i bawiła się nią całe popołudnie. Jej ciotka weszła nagle do pokoju, wyrwała jej zabawkę z rączek i położyła ją na szafie.
- Boże, dziecko, ile można?! – rzuciła wyrafinowanym tonem i wyszła z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Ciotka prowadziła firmę razem z tatą Rose i była tak samo nadziana, jak on. Zawsze chodziła z komórką przy uchu, załatwiając jakiś kolejny kontrakt i zachowywała się jak prawdziwa profesjonalistka. Uśmiechała się może dwa razy na rok, a na jej twarzy zawsze był widoczny pewien grymas i obrzydzenie w stosunku do innych ludzi, zwłaszcza tych nieliczących się w świecie biznesu.
Już samo imię ciotki – Eliza – zawsze budziło w Rose jakieś dziwne uczucie przerażenia i zarazem nienawiści.
Ciotka chrząknęła.
- Nie oglądałaś rano wiadomości? – Spytała, wyrywając Rose z zamyślenia.
Zaraz, zaraz. Co ona powiedziała?! Wiadomości?! Rano?! Jak w jej śnie?! W jednej chwili, do Rozalii wszystko wróciło. Te okropne uczucia zalały ją tak nagle i z taką siłą, że Rose zrobiło się ciemno przed oczami. Opadła bezwiednie na kanapę i z trudem zaczęła nabierać powietrze do płuc.
A więc to prawda. Nie sen. Prawda. Jej rodzice mieli wypadek, a Rose naprawdę dowiedziała się o tym dzisiaj przy śniadaniu. To by też wyjaśniało obecność ciotki.
Dziewczyna zgięła się teraz w pół i zaczęła się trząść. W żaden sposób nie mogła opanować nerwowych drgawek.
- Rozalio, co ci jest? Uspokój się. Musimy poważnie porozmawiać. – Eliza usiadła obok niej i sztywną dłonią dotknęła ramienia Rose. Jej paznokcie były starannie pomalowane bordowym lakierem od Chanel.
Dziewczyna z trudem wyprostowała się i spojrzała rozbieganym wzrokiem na ciotkę.
- Posłuchaj, wiem, że to jest dla ciebie trudne, jak dla nas wszystkich, ale nie możemy opóźniać tej rozmowy. – Ciotka mówiła poważnym, ale nieco zdenerwowanym tonem – Wiesz, że zgodnie z prawem teraz opiekę nad tobą powinni przejąć dziadkowie. Ale, że ty ich nie posiadasz, to ca…
- Jak to nie posiadam?! – Rose krzyknęła głośniej niż planowała. – A babcia Anastazja?! Przecież mogę zamieszkać razem z nią we Włoszech!
- Rozmawiałam już z Anastazją. Powiedziała, że nie czuje się na siłach, żeby jeszcze na stare lata opiekować się rozwydrzoną nastolatką. - Odparła Eliza niezwykle opanowanym tonem.
- Co?! – Rose nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Kto jak kto, ale babcia zawsze ją bardzo kochała i wprost nie posiadała się z radości, kiedy Rozalia przyjeżdżała do niej w odwiedziny. – Ale przecież…
- Nie warto teraz roztrząsać tego tematu. – Przerwała jej ciotka. – Anastazja już postanowiła. Więc, jak już mówiłam, teraz cała odpowiedzialność spada na osobę najbliżej spokrewnioną z nieletnią. Czyli na mnie.
Rose zamarła. Doskonale wiedziała, co to oznacza. Będzie musiała zamieszkać z ciotką. Z osobą, która chyba naprawdę nienawidzi jej z całego serca. I z wzajemnością.
Nie, to się nie dzieje naprawdę. Ona tego nie przeżyje. Do pełnoletniości został jej jeszcze rok. Jeden calutki rok.
Eliza założyła lśniący kosmyk włosów za ucho.
- Tak, też nie jestem zachwycona tą perspektywą, ale nie mam wyboru. Prawo to prawo. Ale postanowiłam już, co zrobię. Po pierwsze, wprowadzę się tu. – mówiła tak pewnym tonem, jakby ten dom był jej własnością. – Po drugie, ta cała Basia odchodzi. Zawsze działała mi na nerwy.
- Nie możesz jej wyrzucić! – Krzyknęła Rose z oburzeniem, ale i bezradnością w głosie.
- A kto mi zabroni? Może ty? – Zaśmiała się tonem, obrzydliwie ociekającym cynizmem.
Rozalia miała ochotę rzucić się na nią, ale resztkami sił powstrzymała buzujące w niej emocje.
- O uroczystości pogrzebowe się nie martw. Wszystko załatwię. Twoi rodzice zasługują, by uczczono ich pamięć w wyjątkowy sposób i nie chcę, żebyś mi się do tego wcinała. – Ciotka wstała z kanapy i spojrzała z wyższością na Rose. – Jutro koło piętnastej zjawi się tu samochód z moimi rzeczami, więc masz być w domu. A do tego czasu, tej kucharki ma tu już nie być. Resztę spraw omówimy, kiedy już tu zamieszkam. – dodała zimnym tonem i ruszyła w stronę wyjścia.
Rose skuliła się i po prostu się rozpłakała. Z bezsilności, z załamania. Bo co ona mogła teraz niby zrobić? No właśnie nic. To jej ciotka o wszystkim decydowała, a Rose mogła tylko patrzeć jak jej idealne życie powoli się rozpada.
Drzwi wyjściowe trzasnęły, a Basia wbiegła do salonu, usiadła obok Rozalii i objęła ją mocno.
- Tak mi przykro. – Szepnęła. Pachniała mieszanką wanilii i jakichś owoców cytrusowych. Ten zapach zawsze uspokajał Rose.
- Co teraz będzie? – odparła roztrzęsionym głosem. – Ona kazała ci się wynieść.
O dziwo, Basia wydawała się być zupełnie niewzruszona tą informacją. Chyba nie chciała jeszcze bardziej stresować Rozalii.
- To nic. – Zaczęła łagodnie. – Zrobię, co powiedziała. Nie mam wyboru. Ale pamiętaj, że to nie oznacza końca naszej przyjaźni.
- No przecież wiem, ale… ja z nią tu nie przeżyję. I co będzie z tobą? Będziesz musiała szukać nowej pracy i…
- Słuchaj, nie ma co się teraz tym martwić. – Przerwała jej Basia, rozluźniając uścisk i spoglądając na nią. - Jesteś zmęczona, jest późno. Idź spać, pogadamy o tym jutro, okej?
- No, może masz rację.
Rose była faktycznie padnięta. Tyle przeżyć jak na jeden dzień to naprawdę duuużo za dużo. Dziewczyna wstała na chwiejnych nogach.
- Dobranoc, Barbaro. – powiedziała, naśladując elegancki ton głosu swojej ciotki i próbując powstrzymać łzy. Często bawiły się tak z Basią po odwiedzinach Elizy.
- Dobranoc, Rozalio – Basia zaśmiała się cicho, a Rose razem z nią.
Rose weszła po schodach na piętro, mijając przy tym portrety przodków, które nawet dzisiaj nie dawały jej spokoju i mierzyły wzrokiem każdy jej ruch. Dziewczyna miała teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie, żeby przejmować się starymi obrazami. Przebrała się szybko w długie bawełniane spodnie od piżamy w niebiesko-zieloną kratę i granatową koszulkę, opinającą jej wąską talię, po czym opadła na swoje wielkie łóżko. Zaczęła wpatrywać się pustym wzrokiem w obrazek, który namalowała kiedyś na lekcjach plastyki. Pani kazała uczniom narysować kogoś, kogo podziwiają. Malunek przedstawiał oczywiście babcię Rozalii, tańczącą w bladoróżowej, zwiewnej sukience.
Rose się ocknęła. Musi zastanowić się, co będzie dalej. Nie może się teraz tak po prostu poddać.
Nagle zalała ją fala gniewu. Miała wrażenie, że może zrobić dosłownie wszystko. Nie może się teraz tak po prostu poddać. Tym razem Eliza mocno przesadziła. I Rose - choć zupełnie nie miała pojęcia, jak to zrobić - nie miała najmniejszego zamiaru puścić jej tego płazem.
Lamczi
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Łapcie rozdział od Lamczi. Mamy nadzieję, że się podoba :)
KAŻDY KOMENTARZ = ZACHĘCAJĄCY DO PRACY KOP W TYŁEK <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)